Nie sądziłam, że to jakim autem podróżujemy ma aż taki wpływ na samopoczucie. A jednak. Wygrane w konkursie "Skoda na majówkę" udostępnienie Skody Yeti i wyjazd właśnie tym samochodem nad morze to był strzał w dziesiątkę. Bardzo pojemne, wygodne i naszpikowane gadżetami auto rozkochało mnie w sobie na amen.
Yeti przyjechało do nas w wersji Outdoor Elegance 1,8 TSI 118 kW 4x4. Z tego 4x4 i opcji OFF ROAD najbardziej ucieszył się mój mąż, który swego czasu aktywnie działał w Stowarzyszeniu 4x4 Głogów.
Czujnik zmęczenia w lusterku, panel nawigacji z dodatkowym wyświetlaczem między zegarami, wskazanie zużycia paliwa, funkcjonalna kierownica - między innymi odbieranie rozmów telefonicznych, sterowanie radiem i podgląd parametrów auta sprawiają, że podróż jest nie tylko bezpieczna, ale i przyjemna. Jedną z pierwszych rzeczy jakie zrobiłam po zapakowaniu auta było połączenie telefonu poprzez bluetooth. Dzięki temu w trakcie jazdy nic mnie nie rozpraszało, a rozmowę z mamą przeprowadzałam jakby była pasażerem :-)
Cicha praca silnika i jednostajny szum drogi szybko ukołysały Zosię do snu. 350 km i tylko 2 postoje, to naprawdę dobry wynik. Mimo dość długiej drogi wygodne fotele, a przede wszystkim ich wysokość sprawiły, że po przyjeździe na miejsce nie miałam wrażenia odrętwiałej nogi (prawa-gaz). Mogłam zniwelować do zera możliwość wystąpienia tego efektu uruchamiając tempomat, ale jako że na co dzień nie posiadam takiego udogodnienia, to wolałam nie ryzykować.
Żal było żegnać się z Yeti, ale wspomnienia z pierwszego wspólnego wyjazdu z córcią pozostaną w nas na długo. Na pewno nie zdecydowalibyśmy się na podróż nad morze którymś z naszych aut. Żaden z naszych samochodów nie dałby nam takiego poczucia komfortu, bezpieczeństwa i w pewnym stopniu beztroski.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Miło mi, że pozostawiasz komentarz. Zostaw też kontakt do siebie :-)